|
|
2007-07-31
Capcarapcap?
|
Jeszcze w XX wieku, podczas krótkiej wycieczki do Berlina Zachodniego, oficjalnie znajdującego się pod okupacją USA, Francji i UK, szedł ze zmęczoną i zdegustowaną miną nasz rodak o suchym pysku. Od czasu do czasu czując przebiegający mu po plecach dreszcz żenady na widok handlujący pankohipo-rastamanów, przybyłych też z kraju nad Wisłą a oferujących wątpliwej natury dziwy z rzekomo buddyjskim rodowodem. Tak zwany kwiat lotosu zrobiony z kawałka drutu. Sprzedający niczym żebrzący Rumuni obecnie na ulicach naszych miast. W myśl zasady „daleko od domu nie ma żadnego obciachu” lub „Niemcy nie kumają nic, bo to debile” (nie ma cwaniaka nad krakowiaka). I tak zerkając na przedsiębiorczych będąc na zazwyczaj na bakier z higieną (smród kozła) można by rzec ambasador polskiego handlu zagranicznego, nasz bohater zbliżał się celu swojej wędrówki – a mianowicie do dworca Zoologischer Garten ab y korzystając z kolei podziemnej podjechać do przejścia granicznego Friedrichstrasse pomiędzy Berlinem Zachodnim a DDRami. Wtem znienacka drogę zagrodził mu samochód hamujący z piskiem opon, z którego wytoczył się półprzytomny chlor bełkoczący w znajomym języku iż szuka chętnego rodaka z udających się do kraju aby podróż przejechać autem w zamian za co przewidziana jest gratyfikacja 400 DM. Wiadomość ta zelektryzowała grupke młodych kozaczków ćmiących pety przy samym wejściu na Hauptbahnhof Zoologischer Garten, ale że nasz bohater był bliżej to, to zadecydowało o wynikach tego przetargu. I oto po 30 minutach, nasz śmiałek za kierownicą pieknego, jak na tamte czasy, Mercedesa 190 Evolution w kolorze schwarz metalik z szerokimi listwami, szyberdachem, sprtisze rure, klimą anlage i alufelgen pomykał autobanem w kierunku tranzytu na Szczecin wiodącego poprzez granicę NRF z DDR rozpoczynającą się tuż za Kudammem do Hamburga. Po przejechaniu 18 może 20 kilometrów nasz mistrz kierownicy zostaje zatrzymany przez dwa nieoznakowane radiowozy kriminalpolizei w skrócie kripo. Po krótkiej wymianie zdań nasz faworyt uświadomił sobie ogrom swojej głupoty delikatnie nazywanej czasami młodzieńczą naiwnością. Zarzut brzmi niezbyt pozytywnie rokujący najbliższej przyszłości a mianowicie: „…próba wywiezienie kradzionego Mercedesa posługując się z fałszowanymi dokumentami”. Żeby gehennie tej przybyło mroku jednym z tajniaków okazał się volksdeutsch pochodzący ze Śląska, który ani cześć, ani pocałuj mnie w dupę tylko rzucając w powietrze zdanie: „…stamtąd przyjeżdżają same złodzieje, świnsky kraj”. Po czym sprężystym krokiem przybliżając się do naszego herosa, bliskim półszeptem pyta:…”gdzieś ty to auto capcarapcap”?
PS.
W dalszym ciągu tych wydarzeń nasz bohater po spędzeniu 3 lat w zakładzie penitencjarnym Moabit mógł co najwyżej opowiadać, że był w tym samym ośrodku co przez pewien krótki czas pierwszy sekretarz Erich Honecker.
 |
|
Komentarzy:
3
|
|
2007-07-09
W TELEWIZJI...
|
W telewizji ch*j nocuje, w radiu zresztą też. Może od czasu do czasu poleci coś co mnie zainteresuje ale albo już się kończy, albo w ogóle jest krótkie to coś co mogę oglądać lub słuchać. Po czym blok reklamowy oddziela mnie od kupy, która leci ciurkiem cały czas w TV i radio – tak jakby się siedziało przy dupie chorego na biegunkę. Seriale, które ponoć mają największą oglądalność, pokazują życie w formie autentic-real to na kiego ch*ja mam w TV oglądać serial, który pokazuje ciąg zdarzeń jak z życia szarego człowieka. A gdzie marzenia, wzniosłe cele? Taki przeciętny obywatel po pracy wraca styrany na kwadrat i zaczyna oglądać normalną egzystencję w TV. Także nie ma czasu na posiadanie swojego życia. Dlatego apeluję!!! Wysadźcie z siodeł tych co nas raczą tą kupą bo to nikt inny jak tylko dupy z dużą wydajnością srania. KODYM
 |
|
Komentarzy:
22
|
|
2007-07-06
APTEKA PO HEINEKENIE
|
Gazeta.pl „(…) Apteka. Na koncert tej jednej z najstarszych polskich grup rockowych (istnieje od lat 80), przyszło tyle ludzi, że nie zmieścili się do namiotu. Kodym, lider zespołu, ani przez chwilę nie musiał zapraszać widowni do wspólnego śpiewania swoich pełnych słownych gier i politycznych aluzji piosenek”
Onet.pl „(…) bardzo spodobały się zwłaszcza alternatywna Apteka (wyjątkowo ciepło przyjęta)”
Wp.pl „Na Scenie Namiotowej wystąpiła tego dnia, m.in. trójmiejska formacja Apteka. Miałem pewne obawy co do tego występu, wszak zaraz po wydaniu najnowszej płyty Kodym rozstał się z resztą kapeli. Na oficjalnej stronie nadal widnieje informacja o odwołanych koncertach spowodowanych zmianami personalnymi. Kodym zdążył jednak skompletować skład i pojawił się już z nowymi muzykami na Open'erze. A jak zagrali? Panie i panowie - czapki z głów! Jeśli szukacie na naszej scenie osobowości niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju, to jesteście we właściwym miejscu. Ten, kto nie widział i nie słyszał Jędrzeja Kodymowskiego w akcji - ma czego żałować. Już przed koncertem czuć było, że zebrana publiczność nie jest przypadkowa. Kiedy zespół bez słowa powitania pojawił się na scenie z miejsca doszło do eksplozji. Po pierwszym utworze Kodym przywitał się z publiką słowami: "Ta co przyjechała w Fordzie lubi ch… trzymać w mordzie". I zaczęło się. Cały namiot śpiewał unisono "Chłopaki i dziewczyny". Potem Aptekarze zagrali takie hity, jak: "Menda", "Ujarane Całe Miasto", "Niezależni", "Synteza", "Fast food", "Wiesz rozumiesz"… Kodym od czasu do czasu zapowiadał utwory w sposób jemu tylko właściwy: "A teraz taka piosenka do popłakania, ale nie z perskiego oka". Miałem wrażenie, że publiczność zna każdy utwór. Już pierwsze nuty każdego rozpoczętego numeru wywoływały euforię, a śpiewane razem z Kodymem teksty utwierdziły mnie w przekonaniu, że legenda wciąż żyje. Zaznaczmy przy tym wyraźnie, że Apteka jest zespołem (od zawsze) kompletnie ignorowanym przez media. Kodym wydawał się być miejscami zaskoczony i jednocześnie wzruszony (o czym poinformował zebranych w namiocie ludzi) tak gorącym przyjęciem. Przekonał się o tym również na zakończenie - został wręcz zmuszony do ponownego wyjścia na scenę. Wielki zespół i niezapomniane przeżycie.”
Interia.pl „Tymczasem w namiocie świetny koncert dała - grająca prawie u siebie w domu - Apteka. Kodym po gwałtownym rozstaniu z sekcją rytmiczną (…), szybko zebrał nowy skład i pokazał, że Apteka niezależnie od personalnej konfiguracji to wciąż siła polskiego podziemia. Koncert w wypełnionym po brzegi namiocie został bardzo entuzjastycznie przyjęty, co Kodym skwitował w swoim stylu słowami: "Tak mi k**wa klaszczecie, że się wzruszam". Lidera Apteki pewnie "wzruszył" także fakt, że widownia śpiewała większość tekstów piosenek, pochodzących głównie z płyt Apteki z lat 90. poprzedniego stulecia (m.in. "Menda" czy "Ujaranemiastocałe"). Z nowej - zresztą bardzo udanej - płyty zatytułowanej po prostu "Apteka" Kodym i towarzyszący mu muzycy zagrali między innymi narkotycznie-liryczną "Bo snu nova" ("To taka piosenka do popłakania, tylko nie... przez perskie oczko" - pan Jędrzej czarował swoimi zdolnościami konferansjerskimi).”
 |
|
Komentarzy:
4
|
|
2007-06-22
NOWA PŁYTA APTEKI
|

Ukazała się 25 maja.
|
|
Komentarzy:
7
|